Podsumowuję wystawę „Formy Minimalne” (sierpień 2026, Galeria Sztuki Współczesnej we Włocławku) – rzeźba minimalistyczna, wypalane drewno yakisugi i gips.
W sierpniu pokazałem „Formy Minimalne. Zderzenie z rzeczywistością” we Włocławku — w pomieszczeniu na piętrze Śródmieście Cafe, które dzięki wsparciu miasta na czas wystawy stało się galerią. Wydarzenie odbyło się pod honorowym patronatem Prezydenta Miasta Włocławek.
To miejsce dużo wystawie dało. Zwykła kawiarnia, zwykłe schody, a na górze przestrzeń wyjęta na chwilę z codziennego użytku. Formy, które pokazywałem, mówią mniej więcej o tym samym.

Później, gdy zapytałem go, co sądzi o samej Moja rzeźba minimalistyczna opiera się na jednym napięciu: ciężkie, organiczne drewno kontra gładki, geometryczny gips. Czerń kontra biel.
Drewno wypalam techniką yakisugi. Opalona powierzchnia zyskuje trwałość i głęboką, graficzną fakturę.Widać w niej każdy słój i każde pęknięcie. To nie jest czerń farby, tylko czerń, która ma strukturę.
Naprzeciw stawiam biały gips odlany z ciała. Dłonie wracają u mnie od lat i to one sprawiają, że bryła przestaje być abstrakcją.

Czarne bloki na kamiennym cokole, z których krawędzi wysuwają się białe dłonie. Smukła, rozdwojona forma na surowej podstawie. Białe formy organiczne na czarnych postumentach..
Był też niski stół – masywna wypalona bryła drewna dźwigająca cienki kamienny blat. To miejsce, w którym moja praca styka się z designem kolekcjonerskim: obiekt jest użytkowy, ale nie przestaje być rzeźbą.\

Zanim przyszli dorośli, byliśmy w tej samej przestrzeni z dziećmi z domu dziecka. Balony, superbohaterowie, rysowanie.
Powiedziałem im na samym wejściu, że jesteśmy w tym pomieszczeniu wszyscy, ale tak naprawdę nikt nie wie, kto jest tu tylko ciałem, a duchem gdzie indziej.
I chyba mówiłem do siebie. Wernisaż musiałem bowiem przejechać na zerwanym filmie — pamiętam go jak przez mgłę. Mówiłem do gości, a przez cały czas malowałem kredą chodnik z dzieciakami w bramie.
Dziękuję Placówkom Opiekuńczo-Wychowawczym „Maluch” i „Calineczka” za dzień, którego raczej szybko nie zapomnę.